Rzeczywistość, która nas otacza często daje nam złudne poczucie stabilności, bezpieczeństwa i panowania nad sytuacją. Każdy człowiek podąża swoją drogą, starając się trzymać pewnych reguł i wypracowanej rutyny. Jednak zdarzają się w życiu sytuacje, na które nie jesteśmy zupełnie przygotowani, coś co tak dalece wykracza poza nasz harmonogram i oczekiwania względem tego co miało się wydarzyć, że stajemy się bezradni.

Z pewnością jedną z takich właśnie sytuacji są wypadki drogowe. Oczywiście można sobie wmawiać, że są rzadkością i większość z nas nie brała udziału w tego typu zdarzeniu. W tym miejscu warto sobie jednak uświadomić kilka rzeczy.

Ryzyko, którego nie widać

Zastanówmy się przez chwilę nad tym ile mijaliśmy samochodów w ostatnim tygodniu. Trudno nawet podać przybliżoną liczbę, prawda? Generalnie można powiedzieć, że dużo. Praktycznie każdy obywatel naszego kraju jest obecnie zmotoryzowany, co oznacza, że możemy spotkać na drodze tyle samo samochodów co otaczających nas ludzi – sąsiadów, mieszkańców naszej miejscowości czy miasta i tak dalej.

Teraz z kolei spróbujmy sobie wyobrazić w ilu z mijanych przez nas pojazdów siedziała osoba pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. Jak wielu kierowców było chorych i mogło nawet stracić przytomność w trakcie jazdy? Ilu z nich było niewyspanych po nocnej zmianie i zasypiało za kierownicą? Może ktoś czytał wiadomość na telefonie i nie patrzył na drogę?
To wszystko składa się na to, że zasadniczo każdy użytkownik drogi jest narażony na uczestnictwo w wypadku drogowym. Nie zawsze jako poszkodowany, ale również jako świadek.

Paraliżujący strach

Oczywiście wszyscy chcemy tego uniknąć, ale co jeżeli to spotka właśnie nas? Jak zareagujemy? Jakie podejmiemy kroki?
Lubimy myśleć o sobie w ten sposób, że rzucimy się ratować rannych krzycząc do pozostałych świadków, aby wezwali karetkę i policję. O ile taka postawa byłaby czymś bardzo chwalebnym, to trzeba jednocześnie powiedzieć, że nie jest to najszczęśliwsze wyjście w takich sytuacjach.
Organizatorzy szkoleń podkreślają, że pierwsza pomoc podczas wypadku drogowego jest czymś bardzo złożonym i trudnym. Przede wszystkim dlatego, że trzeba przełamać w sobie strach nie tyle przed niebezpieczeństwem, co przed niechcianymi konsekwencjami. Trzeba jednak pamiętać, że każda akcja ratownicza jest lepsza niż żadna. Nie można się tylko bezczynnie przyglądać, bo te kilka minut do czasu przyjazdu odpowiednich służb może się okazać kluczowymi dla czyjegoś życia.

Co robić?

Oczywiście priorytetem jest wezwanie służb ratunkowych, co może zrobić dowolna osoba z obecnych na miejscu. Przede wszystkim musimy się upewnić, że nasza akcja ratownicza nie przyniesie kolejnych ofiar i nie powiększy skali tragedii z jaką mamy do czynienia. Należy więc sprawdzić czy miejsce wypadku nie jest narażone chociażby na uderzenie przez kolejny pojazd. Warto też postawić trójkąty ostrzegawcze, lub poprosić o to kogoś ze świadków. Można też z wyprzedzeniem przygotować gaśnice samochodowe i apteczki, aby były gotowe do użycia w razie potrzeby.
Dalej należy ocenić, czy nie pojawił się gdzieś niebezpieczny wyciek paliwa. W tego typu sytuacjach ryzyko pożaru, a nawet wybuchu jest ogromne. Dopiero, gdy ocenimy, że można bezpiecznie zbliżyć się do poszkodowanych, przechodzimy do sedna akcji ratowniczej.

Najpierw staramy się ocenić ich stan i potencjalne obrażenia.
Jeżeli podejrzewamy uraz głowy bądź kręgosłupa, a ofiara nie wymaga natychmiastowej ewakuacji z pojazdu, staramy się poczekać na ratowników medycznych. W innym wypadku należy wydobyć rannego w taki sposób, aby nie zwiększyć obrażeń.

Jeżeli poszkodowany krwawi, należy zatamować krwotok przy pomocy bandaży i gaz. Jeżeli nie mamy apteczki (do czego nie powinno dojść) możemy użyć odzieży, najlepiej bawełnianej i możliwie jak najczystszej.
W przypadku masywnych krwotoków należy dodatkowo ucisnąć tętnicę powyżej zranienia.

Z osobami przytomnymi należy utrzymywać ciągły kontakt, pytać jak się czują i nie dopuścić by oddaliły się z miejsca wypadku. Być może jest im zimno (częsty objaw nawet w lecie), jeżeli mamy do dyspozycji ciepły sweter bądź koc – użyjmy go.

Osoby nieprzytomne układamy w pozycji bezpiecznej i kontrolujemy ich czynności życiowe aż do przyjazdu służb. Jeżeli ofiara nie oddycha należy rozpocząć resuscytację krążeniowo-oddechową. Pamiętajmy, że należy wykonywać na przemian 30 uciśnięć klatki piersiowej i 2 wdechy. Nie przerywamy jej aż do przyjazdu ratowników lub powrotu krążenia.

kiedy nie uzywac aed przeciwskania defibrylatora

Czy jesteśmy dostatecznie przygotowani? Czy warto odbyć kurs pierwszej pomocy online?

Każda osoba zajmująca się zagadnieniami związanymi z pierwszą pomocą odpowie zapewne, że nie i będzie miała rację.
Ilość ludzi, którzy ukończyli kurs pierwszej pomocy stanowi zaledwie promil tego co można by uznać za satysfakcjonujący wynik. Jaki z tego wniosek? Każdy powinien sobie odpowiedzieć na pytanie czy jest gotowy, aby dziś pomóc komuś, kto będzie w potrzebie.

Nikt nie chciałby zapewne być bezradnym w sytuacji zagrożenia, zwłaszcza, jeżeli dotknęłaby kogoś nam bliskiego. Stąd warto zastanowić się jakie mamy opcje, aby poszerzyć swoją wiedzę i umiejętności.

Oprócz klasycznych szkoleń w zakładach pracy czy szkołach, można też odbyć kurs pierwszej pomocy online.
Jest to niezwykle ciekawa opcja, zwłaszcza w obecnym czasie. Jednocześnie to rozwiązanie jest bardzo wygodne, gdyż umożliwia zdobycie nowych uprawnień bez wychodzenia z domu.
Oprócz walorów edukacyjnych można też potraktować te zajęcia jako poszerzenie swoich kwalifikacji, gdyż nowoczesne platformy e-learningowe oferują kursy pierwszej pomocy online zakończone certyfikatem.